Miasto vs Turysta
Jakże powinniśmy być wdzięczni władzom naszego kochanego miasta Krakowa, że w swojej wielkiej wspaniałomyślności ufundowały kilkunastu policjantom naukę języka obcego. Żeby nie przepłacać to uczyć się będą tylko funkcjonariusze dzielnie działający w miejscach atrakcyjnych turystycznie. Nareszcie będą mogli odpowiedzieć po angielsku turyście na Rynku Głównym, który się spyta gdzie jest kibelek, że w pobliży nigdzie. ‘You must keep , and run one kilometer to the nearest WC … maybe you be on time … good luck !! :D’.
Do pełni szczęścia pozostanie tylko zrobić taki kursik dla operatorów śledziobusów I tram busów, oczywiście tylko tych którzy jeżdżą przez centrum bo koszty trza obniżać. Jak turysta się nieopatrzne zapuści gdzieś dalej to jego wina, po co się pacha gdzie nie trzeba. Jakie szczęście że są automaty biletowe bo przynajmniej motorniczy nie będzie musiał udawać ze nie widzi mówiącego do niego w jakimś języku suahili anglika J.
Może tak z rozpędu skoro tak sobie tu śnię na jawie nauczymy podstaw angielskiego kierowców PKS … oczywiście tylko tych którzy jeżdżą między głównymi miastami bo przecież gdzieindziej bojący się białych niedźwiedzi turysta się nie zapuści bo strach w oczy mu zaglądnie. Dzięki temu może już nie będzie dochodzić do sytuacji gdzie turyści jadą do Zakopanego z Krakowa przez Częstochowę !!
Ach jaka by to byłą piękna wizja dać takiemu turyście takiego małego cukierka, a nie podkładać mu nogi. A może turysta to wróg !! zostawia u nas cham kasę !! jakby niemiał gdzie nią szastać tylko bezczelnie do nas przyjeżdżać i nam tłok na rynku robić !